poniedziałek, 27 czerwca 2011

Celciusz 233 , czyli co z tymi snami ...

Kolejny sen, kolejny z gatunku "lepiej , żeby nie wydarzyło się w rzeczywistości".
Każdy chyba miał przyjaciela/przyjaciółkę (chodzi mi o przyjaźń między dwoma płciami) w dzieciństwie. W moim śnię, śnie o ślubie mojej przyjaciółki z bliżej nieokreślonym facetem (skoro go wybrała to musiał być wartościowy, ale akurat on nie gra we śnie roli pierwszoplanowej).
Uroczystość jak uroczystość dopiero się rozpoczęła, a moje śniące ja zdaje sobie powoli sprawę, że to co czuje do przyjaciółki to coś zdecydowanie więcej niż przyjaźń. I czuje się z tym coraz gorzej. Czas upływa, zbliża się decydujący moment a "śniące ja" pogrąża się coraz bardziej. "Ja" już pewne, że kocha ją najbardziej na świecie i chce coś z tym zrobić .... jednocześnie czując, że może stracić wszystko (zawsze przyjmuję, że ślub kościelny jest nieodwołany i ostateczny, być może się mylę?). Gdy uświadomisz sobie coś takiego dzień przed, może da się jeszcze porozmawiać. Ale nie w kościele tuż przed pytaniem księdza "Czy ktoś zna powody ....".
We śnie znałem powód, ale czy nie był on egoistyczny? Sen kończy się na pytaniu. Nie wiem co zrobiło moje "śniące ja".
Jeśli wstało i powiedziało, że ją kocham, to jestem z niego dumny.
Najgorszym wrogiem ludzi jest strach. Odpowiedź "nie" nie jest najstraszliwszą jaką można otrzymać.
Ale o tym, może w następnym odcinku.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz